O autorze
PIOTR VOELKEL – przedsiębiorca, inżynier z wykształcenia, znawca sztuki i promotor polskiego designu, mecenas wielu projektów kulturalnych i edukacyjnych. Współwłaściciel Grupy Kapitałowej Vox - firm z branży wykończenia i aranżacji wnętrz.

Założyciel School of Form – pierwszej w Polsce międzynarodowej uczelni wyższej projektowania. Program studiów oparty jest na autorskim programie Lidewij Edelkoort. Współzałożyciel Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej oraz Collegium Da Vinci (dawnej Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa).

Współtwórca Concordia Design – centrum designu i kreatywności w Poznaniu. Założyciel Fundacji Vox-Artis Promocji Polskiej Sztuki Współczesnej. Prezes Wielkopolskiego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, którego kolekcja współtworzy stałą ekspozycję sztuki współczesnej w poznańskim Muzeum Narodowym. Wszystkie swoje aktywności łączy pod wspólną ideą rozwoju zgodnego z potrzebami człowieka HUMAN TOUCH.

O odrzucaniu tego, co oczywiste

O tym, że prawdziwy postęp rzadko dokonuje się dzięki drobnym usprawnieniom a znacznie częściej dzieje się za sprawą radykalnego odrzucenia tego, co wydaje się być niewątpliwe, pisze Dariusz Doliński, psycholog, wykładowca w Uniwersytecie SWPS



Elen Langer, znakomita badaczka amerykańska twierdzi, że ćwiczenie mózgu jest najlepszym środkiem do zapewnienia sobie zdrowia somatycznego i spowodowania, że człowiek nawet na starość zachowuje dobrą formę. Langer mówi, że wprawdzie żyjemy w czasach kultu sportu, czego wyrazem jest choćby wiara w słuszność powiedzenia „w zdrowym ciele zdrowy duch”, ale na zależność między zdrowiem somatycznym i psychicznym spojrzeć też można z odwrotnej perspektywy. „Dopóki mózg jest aktywny, ciało starzeje się wolno” – powiada i przedstawia na dowód prawdziwości tej tezy całą masę dowodów empirycznych. Najlepszym ćwiczeniem mózgu jest zmuszanie go do aktywności niestandardowej, do szukania nowości. Ludzie prawdziwie innowacyjni potrafią dostrzec to, czego inni nie widzą. Kluczem do tego bywa odejście od tego, co oczywiste, a nawet przyjęcie założeń całkowicie sprzecznych z tym, co wydaje się oczywiste. Spójrzmy na dwa historyczne przykłady.



• Przez kilka wieków na Wschodzie mozolnie ryto w drewnie stronice ksiąg, które następnie smarowano tuszem i odbijano na papierze. Druk istniał, ale był pracochłonny i mozolny. Próbowano w najróżniejszy sposób go udoskonalić, ale przez wieki postęp był niewielki. W roku 1041 Bi Sheng doszedł do wniosku, że nie ma sensu ryć całych stron i zaproponował czcionkę ruchomą. Zestaw znaków można było teraz łączyć w dowolne ciągi, układać z nich stronę do druku, a czcionki wykorzystywać ponownie do ułożenia nowego tekstu. Niezależnie od niego na ten sam pomysł wpadł w Europie (tyle, że cztery wieki później) Jan Gutenberg, także odrzucając to, co oczywiste.

• Przez tysiące lat na całym świecie zszywano ręcznie części różnych materiałów przy użyciu igły i nici. Europejska rewolucja przemysłowa sprawiła, że zaczęto pracować nad konstrukcją maszyny do szycia. Stworzono całą masę urządzeń, w których, zakrzywiona zwykle, igła zaopatrzona w nitkę przechodziła całkowicie na drugą stronę materiału, by potem powrócić, znowu przebić materiał, itd. Nici się plątały, zszycie było zbyt luźne, niedokładne. Mimo kolejnych ulepszeń, ciągle było to jakościowo znacznie gorsze od tego, co, niewprawny nawet, krawiec, robił ręcznie…

W tradycyjnym szyciu ucho igły, przez które przewlekana jest nitka znajduje się w jej grubszej części. Przełom w konstrukcji maszyny do szycia nastąpił dopiero wtedy, gdy odrzucono to, oczywiste, jak by się mogło wydawać, założenie. Ucho igielne umieszczono po drugiej stronie! Podobno Singer opatentował nawet nie samą maszynę do szycia, ale jedynie igłę, która ma dziurkę w pobliżu swojej szpicy.

Nie wiem, czy ta anegdota jest prawdziwa, także samo autorstwo wynalazku maszyny do szycia jest kontrowersyjne. Nie ulega jednak wątpliwości, że kluczowe jest tu całkowite odejście wynalazcy od tego, co pozornie niezaprzeczalne.

Czy chcesz się przekonać, jak ważne jest odejście od standardów nawet przy rozwiazywaniu prostych zadań logicznych? Jeśli tak, to spróbuj rozwiązać zagadkę, którą zaproponował Sternberg - amerykański psycholog poznawczy. Oto ona. Masz osiem jednakowo wyglądających monet. Wśród nich jest jedna fałszywa. Jest ona nieco lżejsza od oryginałów. Różnica w wadze jest jednak na tyle subtelna, że nie jesteś w stanie wskazać fałszywej monety bez wagi. Waga dwuszalkowa stoi wprawdzie przed Tobą, ale problem polega na tym, że musisz sporo zapłacić za każde jej użycie. W dodatku z góry musisz określić ile razy będziesz z tej wagi korzystał. Chcesz mieć 100-procentową pewność, że wykryjesz fałszywą monetę. Za ile prób musisz zapłacić właścicielowi wagi? … Już wiesz? Jasne!

Najpierw kładziemy po cztery monety na każdej szalce. Ta szalka, która pójdzie w górę zawiera fałszywą monetę. Teraz kładziemy na szalkach po dwie monety z szalki, która poszła w górę, a finalnie po jednej. Trzeba trzykrotnie użyć wagi. To łatwe! Tak, łatwe, ale … niepotrzebnie zapłaciliśmy za jedno ważenie. Wystarczą bowiem dwie próby. Najpierw odkładamy dwie monety na bok, a na szalkach układamy po trzy. Jeśli szalki są w równowadze, to znaczy, że fałszywa moneta jest wśród dwóch odłożonych na bok i w drugim ważeniu ją zidentyfikujemy. A jeśli szalki nie są w równowadze? Fałszywa moneta jest oczywiście wśród trzech, które leżą na tej szalce, która poszła w górę. Teraz wystarczy jedną z nich odłożyć, a na szalkach położyć po jednej. Jeśli szalki będą w równowadze, to fałszywą jest ta odłożona, jeśli nie będą w równowadze, rozwiązanie jest oczywiste. Proste? No jasne! To dlaczego tak trudno na to wpaść? Ponieważ trzeba odrzucić to, co niewątpliwe!



* Dariusz Doliński - profesor psychologii, vice-prezes Polskiego Stowarzyszenia Psychologii Społecznej, wykładowca w Uniwersytecie SWPS. Autor ponad 200 publikacji, m.in. "Psychologia wpływu społecznego", "Psychologia reklamy".
Trwa ładowanie komentarzy...